Przyznaję, że ostatnio trochę straciłam serce do mojego doktoratu i do tematyki miłości jako takiej. Wszystkich ciekawskich zapewniam, że przyczyną nie są kłopoty (jak to się kiedyś ładnie mówiło) "sercowe" tylko nieuleczalne lenistwo;) A wstyd w temacie postu jest oczywiście dlatego, że w efekcie zapuściłam też mojego bloga... Ale podbudowana wysokim poziomem komentarzy, zakasuję rękawy i biorę się do pracy:D
Trudno nie zgodzić się z EQ, który w komentarzu zaznaczył, że pojęcie "miłość" dla każdego znaczy coś innego. Wydaje mi się jednak, że autorowi cytatu z mojego poprzedniego posta, chodziło o to, że taka miłość, jak w filmach, motyle w brzuchu itd. to nic innego tylko pierdoły, które wtłoczyła nam do głowy kultura Harlequinów i bajek Disneya, podczas gdy prawdziwym celem związków jest oczywiscie prokreacja. I tu Was zaskoczę, a może i nie;) ale z nim też trudno się nie zgodzić! Przynajmniej częściowo. Oczywiście, że celem związków jest głównie przedłużenie gatunku, a nie patrzenie sobie w oczy, jak to niektórzy próbują nas przekonać. Z drugiej jednak strony, mówienie, że coś takiego jak miłość w ogóle nie istnieje, to też pewna przesada, tak samo jak trzymanie się wersji, że biologiczne instynkty to jedyna przyczyna powstawania związków. Że tak nie jest, przyznają nawet badacze zorientowani mocno biologicznie - ale o tym kiedy indziej.
Prawda moim zdaniem, jak zwykle leży gdzieś pośrodku...
Jako zwolenniczka teorii poziomów osobowości, uważam, że związek miłosny też ma pewne poziomy:
- poziom wrodzonych dyspozycji - czyli wszystko to z czym się rodzimy - wrodzone potrzeby (choćby tak podkreślane przez ewolucjonistów potrzeby seksualne, ale także potrzeba bezpieczeństwa i przynależności), zdolności czy temperament (który wpływa chociażby na to jak silnie reagujemy na różne bodźce)
- poziom nawyków - czyli wyuczone sposoby zaspokajania potrzeb, to co wpojono nam w dzieciństwie, efekt naszej historii życia. W ten sposób dziecko uczy się chociażby zachowań charakterystycznych dla swojej płci
- ostatni już poziom - świadomości - występujący wyłącznie u ludzi, związany z myśleniem abstrakcyjnym, językiem, umożliwiający rozumowanie i planowanie własnych działań
Podsumowuję to przykładem.
Za to, że na widok seksownej blondynki Panu X podnosi się ciśnienie i aktywizują potrzeby - wszyscy wiemy jakie;) odpowiada poziom wrodzonych dyspozycji. Za to, że Panu X podobają się blondynki w spódnicach, pachnące Chanel nr 5 odpowiedzialny jest poziom nawyków. Ale za to, że Pan X mimo wszystko powstrzyma się od zrealizowania swoich potrzeb z tą określoną blondynką, bo ma żonę i dziecko - na tym etapie po prostu musi włączyć się poziom świadomości;)
A że przynudziłam już porządnie, przytaczam na odmianę pikantne newsy;) Po pierwsze jest duża szansa, że mój komentarz ukaże się w najbliższym czasie w... magazynie dla Panów:D Na szczęście nie w Playboyu lub czymś równie rozpustnym, bo nie chcę żeby mojej Mamie się ciśnienie podniosło;)
Drugi news, to w mojej ankiecie zaczyna COŚ wychodzić:) Na razie wyniki są jeszcze w fazie obliczeń, ale już się cieszę, że trud wszystkich wypełniających nie poszedł na marne:) O szczegółach dam oczywiście znać.
czwartek, 26 listopada 2009
wtorek, 1 września 2009
Zaczyna się wrzesień, zaczyna się szkoła i...
... i naprawdę trudno mi już nie myśleć o nauce. Tym bardziej, że przez wakacje, skupiłam się na:
a) odpoczynku,
b) lansowaniu się w prasie (jeden z artykułów przeze mnie komentowanych przeczytać można tutaj).
Tak więc, jeżeli uznać, że temat mojego przyszłego doktoratu jest wybitnie popularnonaukowy, aspekt popularności uważam za opanowany (wśród kilku pracowników mojej firmy zyskałam nawet jakże wdzięczny przydomek Dr Love;) ) - czas skupić się na części naukowej.
Po pierwsze - ankieta. Niestety, dzięki nieuprzejmości administratorów ankietka.pl, dokładnie 276 wypełnionych ankiet nie nadaje się do niczego, bo niemożliwe jest wygenerowanie wyników. Nie poddaję się jednak i zamierzam opublikować ankietę jeszcze raz, poprawioną i stworzoną przez osoby bardziej kompetentne, które zrządzeniem losu mają właśnie trochę wolnego czasu i mogą pomyśleć jak to zrobić;) Oczywiście link do niej zamieszczę tutaj.
Druga sprawa - dawna już obiecywałam bardziej branżowy post i jest ku temu świetna okazja. Mianowicie, jeden spośród respondentów mojej ankiety wysłał do mnie ciekawy komentarz dotyczący istnienia miłości. Wklejam go poniżej:
"Jeśli moje zdanie może coś wnieść to może dorzucę swoje 3 grosze.
Miłość romantyczna czy w ogóle miłość nie istnieje. To co odbieramy jako "miłość" jest połączeniem działań marketingowych (wpływów opinii i stereotypów, oraz historycznych naleziałości) oraz działań biologii - hormonów itd. Wszelkie "miłosne uniesienia" są spowodowane czynnikami psychobiologicznymi. To dlaczego kobiety interesują głównie dobrze zbudowani majętni mężczyźni a mężczyzn kobiety z dużymi piersiami jest pewnym atawizmem z czasów człowieka pierwotnego.
Jeśli ktoś decyduje się na zakończenie związku jest to efekt zwykle wypadkowej obu powyższych czynników.
Poza tym w ten sposób można wytłumaczyć zarówno wieloletnie związki jak i krótkie romanse. W ten sposób można wyjaśnić zdrady. "
HA - co o tym sądzicie? Tradycyjnie, powstrzymam się przed komentarzem do następnego posta:)
a) odpoczynku,
b) lansowaniu się w prasie (jeden z artykułów przeze mnie komentowanych przeczytać można tutaj).
Tak więc, jeżeli uznać, że temat mojego przyszłego doktoratu jest wybitnie popularnonaukowy, aspekt popularności uważam za opanowany (wśród kilku pracowników mojej firmy zyskałam nawet jakże wdzięczny przydomek Dr Love;) ) - czas skupić się na części naukowej.
Po pierwsze - ankieta. Niestety, dzięki nieuprzejmości administratorów ankietka.pl, dokładnie 276 wypełnionych ankiet nie nadaje się do niczego, bo niemożliwe jest wygenerowanie wyników. Nie poddaję się jednak i zamierzam opublikować ankietę jeszcze raz, poprawioną i stworzoną przez osoby bardziej kompetentne, które zrządzeniem losu mają właśnie trochę wolnego czasu i mogą pomyśleć jak to zrobić;) Oczywiście link do niej zamieszczę tutaj.
Druga sprawa - dawna już obiecywałam bardziej branżowy post i jest ku temu świetna okazja. Mianowicie, jeden spośród respondentów mojej ankiety wysłał do mnie ciekawy komentarz dotyczący istnienia miłości. Wklejam go poniżej:
"Jeśli moje zdanie może coś wnieść to może dorzucę swoje 3 grosze.
Miłość romantyczna czy w ogóle miłość nie istnieje. To co odbieramy jako "miłość" jest połączeniem działań marketingowych (wpływów opinii i stereotypów, oraz historycznych naleziałości) oraz działań biologii - hormonów itd. Wszelkie "miłosne uniesienia" są spowodowane czynnikami psychobiologicznymi. To dlaczego kobiety interesują głównie dobrze zbudowani majętni mężczyźni a mężczyzn kobiety z dużymi piersiami jest pewnym atawizmem z czasów człowieka pierwotnego.
Jeśli ktoś decyduje się na zakończenie związku jest to efekt zwykle wypadkowej obu powyższych czynników.
Poza tym w ten sposób można wytłumaczyć zarówno wieloletnie związki jak i krótkie romanse. W ten sposób można wyjaśnić zdrady. "
HA - co o tym sądzicie? Tradycyjnie, powstrzymam się przed komentarzem do następnego posta:)
wtorek, 16 czerwca 2009
Ostatni zajazd tfu zjazd II roku w Wawie...
... i jak widać na załączonym obrazku z nadzieję patrzę w przyszłość:) Jeśli chodzi o ankiety, brakuje ich już dosłownie parę, a gdyby nie internetowe trolle byłby już komplet. Zaspamowałam już wszystkich i wszystko co mi przyszło do głowy, więc jeśli macie jeszcze jakiś pomysł, dajcie znać ...A co do II roku studiów, jeszcze tylko wymyślę eksperyment, którego nie było, zbuduję pomost pomiędzy moją pracą, a zainteresowaniami Pani Profesor, policzę coś niecoś w moim ulubionym SPSSie, zapodam kolokwium moim wspaniałym Studentom, popilnuję ich na egzaminie i ...
... w końcu będę miała WAKACJE:)!
PS. Może wtedy uda mi się wrzucić jakiś bardziej branżowy post, a nie tylko osobiste bzdury:)
wtorek, 2 czerwca 2009
Dzięki IT w służbie psychologii - wreszcie opublikowałam moją ANKIETĘ:)
Wreszcie wzięłam się za moją ankietkę i jest już dostępna pod poniższym adresem:
Dodatkowo, dzięki znanemu niektórym z Was Masteradminowi, jest zgodna z metodologicznymi wymogami, które choć jęzor mnie świerzbi (bo to fajna sprawa), będę mogła zdradzić dopiero po zakończeniu zbierania wyników. Tak więc wypełniajcie, ślicznie Was proszę, jeśli nie chcecie, żeby mi Pan Profesor wyrwał nogi, wiadomo z czego;)
Dodatkowo, dzięki znanemu niektórym z Was Masteradminowi, jest zgodna z metodologicznymi wymogami, które choć jęzor mnie świerzbi (bo to fajna sprawa), będę mogła zdradzić dopiero po zakończeniu zbierania wyników. Tak więc wypełniajcie, ślicznie Was proszę, jeśli nie chcecie, żeby mi Pan Profesor wyrwał nogi, wiadomo z czego;)
czwartek, 28 maja 2009
M. w druku
Wybaczcie, że się chwalę, ale wpadła mi ostatnio w ręce książka o miłości z rozdziałem... mojego autorstwa:) Cała sytuacja była trochę jak z Monty Pythona, a dla mnie szok totalny, bo nie spodziewałam się jej ujrzeć leżącej tak po prostu w księgarni. Z całym jednak szacunkiem do mojej pracy, nie polecam tego rozdziału do czytania:) Jest on raczej przeglądowy niż twórczy i dość mocno teoretyczny, co nie zmienia faktu, że cieszę się z tego, że jest.
A dla tych, którzy nie mają w zwyczaju snuć się po księgarniach i przeglądać książki o miłości, zamieszczam tzw. zajawkę w postaci fotosa.
środa, 29 kwietnia 2009
Miłość niejedno ma imię, czyli odrobina prywaty;)
Kwiecień się kończy i nie mam już żadnego usprawiedliwienia dla własnego lenistwa, a zatem uroczyście otwieram nowy rozdział blogowania. Za jakiś czas opublikuję krótką ankietkę i już dziś zwracam się z gorącą prośbą o spamowanie znajomych linkiem do niej:)Zanim jednak to się stanie, prezentuję dziś moje Kochanie (patrz załączony obrazek). Na tym oto sprzęcie śmigam po trójmiejskim deptaku (no może śmigam to za duże słowo) i cieszę się, że w końcu nadeszła wiosna:)
A kto jeszcze nie doznał miłosnych uniesień na rowerze, najwyraźniej nigdy nie miał pod sobą pełnokrwistej holenderki:P
czwartek, 12 marca 2009
FAKTy a miłość
Wtajemniczeni wiedzą, że jestem ogromną fanką stylistyki Faktu (jeśli można to okreslić stylistyką), a zwłaszcza tytułów artykułów w tabloidzie no i zdjęć je obrazujących. Tylko obawy związane z własnym wizerunkiem powstrzymują mnie od kupienia czasami tego wytworu kultury niskiej;) Ale do rzeczy. Na wykopie znaleźć można przykładowe artykuły z Faktu. Pomiędzy atakującym odkurzaczem, agresywnym bobrem i czterdziestoletnim polskim prawiczkiem (i moimi salwami śmiechu), znalazł się też artykuł, który zainteresował mnie niejako branżowo. Mianowicie dotyczy on sporu pomiędzy małżonkami o otwieranie okien. Redaktorzy wnikliwie analizują problematykę wietrzenia jako potencjalne źródło "morderczych sporów w naszych rodzinach".
Przy tej okazji przypomniał mi się dylemat związany z miłością, tzn. kto ma rację - zwolennicy teorii, że przeciwieństwa się przyciągają czy Ci, którzy uważają, że im partnerzy są bardziej podobni do siebie, tym lepiej? Tym razem nie odpowiem na to pytanie:P Czekam na zdanie wiernych czytelników;)
PS. A pozostając przy stylistyce Faktu - ostatnio mój blog zaatakowały jakieś wrogie siły! Spiskowe teorie i urban legends w tym temacie - mile widziane:>
Przy tej okazji przypomniał mi się dylemat związany z miłością, tzn. kto ma rację - zwolennicy teorii, że przeciwieństwa się przyciągają czy Ci, którzy uważają, że im partnerzy są bardziej podobni do siebie, tym lepiej? Tym razem nie odpowiem na to pytanie:P Czekam na zdanie wiernych czytelników;)
PS. A pozostając przy stylistyce Faktu - ostatnio mój blog zaatakowały jakieś wrogie siły! Spiskowe teorie i urban legends w tym temacie - mile widziane:>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
