... i naprawdę trudno mi już nie myśleć o nauce. Tym bardziej, że przez wakacje, skupiłam się na:
a) odpoczynku,
b) lansowaniu się w prasie (jeden z artykułów przeze mnie komentowanych przeczytać można tutaj).
Tak więc, jeżeli uznać, że temat mojego przyszłego doktoratu jest wybitnie popularnonaukowy, aspekt popularności uważam za opanowany (wśród kilku pracowników mojej firmy zyskałam nawet jakże wdzięczny przydomek Dr Love;) ) - czas skupić się na części naukowej.
Po pierwsze - ankieta. Niestety, dzięki nieuprzejmości administratorów ankietka.pl, dokładnie 276 wypełnionych ankiet nie nadaje się do niczego, bo niemożliwe jest wygenerowanie wyników. Nie poddaję się jednak i zamierzam opublikować ankietę jeszcze raz, poprawioną i stworzoną przez osoby bardziej kompetentne, które zrządzeniem losu mają właśnie trochę wolnego czasu i mogą pomyśleć jak to zrobić;) Oczywiście link do niej zamieszczę tutaj.
Druga sprawa - dawna już obiecywałam bardziej branżowy post i jest ku temu świetna okazja. Mianowicie, jeden spośród respondentów mojej ankiety wysłał do mnie ciekawy komentarz dotyczący istnienia miłości. Wklejam go poniżej:
"Jeśli moje zdanie może coś wnieść to może dorzucę swoje 3 grosze.
Miłość romantyczna czy w ogóle miłość nie istnieje. To co odbieramy jako "miłość" jest połączeniem działań marketingowych (wpływów opinii i stereotypów, oraz historycznych naleziałości) oraz działań biologii - hormonów itd. Wszelkie "miłosne uniesienia" są spowodowane czynnikami psychobiologicznymi. To dlaczego kobiety interesują głównie dobrze zbudowani majętni mężczyźni a mężczyzn kobiety z dużymi piersiami jest pewnym atawizmem z czasów człowieka pierwotnego.
Jeśli ktoś decyduje się na zakończenie związku jest to efekt zwykle wypadkowej obu powyższych czynników.
Poza tym w ten sposób można wytłumaczyć zarówno wieloletnie związki jak i krótkie romanse. W ten sposób można wyjaśnić zdrady. "
HA - co o tym sądzicie? Tradycyjnie, powstrzymam się przed komentarzem do następnego posta:)
wtorek, 1 września 2009
wtorek, 16 czerwca 2009
Ostatni zajazd tfu zjazd II roku w Wawie...
... i jak widać na załączonym obrazku z nadzieję patrzę w przyszłość:) Jeśli chodzi o ankiety, brakuje ich już dosłownie parę, a gdyby nie internetowe trolle byłby już komplet. Zaspamowałam już wszystkich i wszystko co mi przyszło do głowy, więc jeśli macie jeszcze jakiś pomysł, dajcie znać ...A co do II roku studiów, jeszcze tylko wymyślę eksperyment, którego nie było, zbuduję pomost pomiędzy moją pracą, a zainteresowaniami Pani Profesor, policzę coś niecoś w moim ulubionym SPSSie, zapodam kolokwium moim wspaniałym Studentom, popilnuję ich na egzaminie i ...
... w końcu będę miała WAKACJE:)!
PS. Może wtedy uda mi się wrzucić jakiś bardziej branżowy post, a nie tylko osobiste bzdury:)
wtorek, 2 czerwca 2009
Dzięki IT w służbie psychologii - wreszcie opublikowałam moją ANKIETĘ:)
Wreszcie wzięłam się za moją ankietkę i jest już dostępna pod poniższym adresem:
Dodatkowo, dzięki znanemu niektórym z Was Masteradminowi, jest zgodna z metodologicznymi wymogami, które choć jęzor mnie świerzbi (bo to fajna sprawa), będę mogła zdradzić dopiero po zakończeniu zbierania wyników. Tak więc wypełniajcie, ślicznie Was proszę, jeśli nie chcecie, żeby mi Pan Profesor wyrwał nogi, wiadomo z czego;)
Dodatkowo, dzięki znanemu niektórym z Was Masteradminowi, jest zgodna z metodologicznymi wymogami, które choć jęzor mnie świerzbi (bo to fajna sprawa), będę mogła zdradzić dopiero po zakończeniu zbierania wyników. Tak więc wypełniajcie, ślicznie Was proszę, jeśli nie chcecie, żeby mi Pan Profesor wyrwał nogi, wiadomo z czego;)
czwartek, 28 maja 2009
M. w druku
Wybaczcie, że się chwalę, ale wpadła mi ostatnio w ręce książka o miłości z rozdziałem... mojego autorstwa:) Cała sytuacja była trochę jak z Monty Pythona, a dla mnie szok totalny, bo nie spodziewałam się jej ujrzeć leżącej tak po prostu w księgarni. Z całym jednak szacunkiem do mojej pracy, nie polecam tego rozdziału do czytania:) Jest on raczej przeglądowy niż twórczy i dość mocno teoretyczny, co nie zmienia faktu, że cieszę się z tego, że jest.
A dla tych, którzy nie mają w zwyczaju snuć się po księgarniach i przeglądać książki o miłości, zamieszczam tzw. zajawkę w postaci fotosa.
środa, 29 kwietnia 2009
Miłość niejedno ma imię, czyli odrobina prywaty;)
Kwiecień się kończy i nie mam już żadnego usprawiedliwienia dla własnego lenistwa, a zatem uroczyście otwieram nowy rozdział blogowania. Za jakiś czas opublikuję krótką ankietkę i już dziś zwracam się z gorącą prośbą o spamowanie znajomych linkiem do niej:)Zanim jednak to się stanie, prezentuję dziś moje Kochanie (patrz załączony obrazek). Na tym oto sprzęcie śmigam po trójmiejskim deptaku (no może śmigam to za duże słowo) i cieszę się, że w końcu nadeszła wiosna:)
A kto jeszcze nie doznał miłosnych uniesień na rowerze, najwyraźniej nigdy nie miał pod sobą pełnokrwistej holenderki:P
czwartek, 12 marca 2009
FAKTy a miłość
Wtajemniczeni wiedzą, że jestem ogromną fanką stylistyki Faktu (jeśli można to okreslić stylistyką), a zwłaszcza tytułów artykułów w tabloidzie no i zdjęć je obrazujących. Tylko obawy związane z własnym wizerunkiem powstrzymują mnie od kupienia czasami tego wytworu kultury niskiej;) Ale do rzeczy. Na wykopie znaleźć można przykładowe artykuły z Faktu. Pomiędzy atakującym odkurzaczem, agresywnym bobrem i czterdziestoletnim polskim prawiczkiem (i moimi salwami śmiechu), znalazł się też artykuł, który zainteresował mnie niejako branżowo. Mianowicie dotyczy on sporu pomiędzy małżonkami o otwieranie okien. Redaktorzy wnikliwie analizują problematykę wietrzenia jako potencjalne źródło "morderczych sporów w naszych rodzinach".
Przy tej okazji przypomniał mi się dylemat związany z miłością, tzn. kto ma rację - zwolennicy teorii, że przeciwieństwa się przyciągają czy Ci, którzy uważają, że im partnerzy są bardziej podobni do siebie, tym lepiej? Tym razem nie odpowiem na to pytanie:P Czekam na zdanie wiernych czytelników;)
PS. A pozostając przy stylistyce Faktu - ostatnio mój blog zaatakowały jakieś wrogie siły! Spiskowe teorie i urban legends w tym temacie - mile widziane:>
Przy tej okazji przypomniał mi się dylemat związany z miłością, tzn. kto ma rację - zwolennicy teorii, że przeciwieństwa się przyciągają czy Ci, którzy uważają, że im partnerzy są bardziej podobni do siebie, tym lepiej? Tym razem nie odpowiem na to pytanie:P Czekam na zdanie wiernych czytelników;)
PS. A pozostając przy stylistyce Faktu - ostatnio mój blog zaatakowały jakieś wrogie siły! Spiskowe teorie i urban legends w tym temacie - mile widziane:>
wtorek, 17 lutego 2009
Jak to w końcu jest z tą poligamią?
Myślę, że gdybym to ja miała redagować II tom "Wielkich pytań psychologii", zaczęłabym go od rozdziału zatytułowanego "Jak to jest z ludźmi, czyli monogamia czy poligamia?". Bardziej romantyczna część ludzkości jest przekonana, że człowiek jest jak goryl, jenot (fotka sympatycznego zwierzaka poniżej) lub nie przymierzając Diplozoon paradoxum, robak - pasożyt i zagorzały monogamista. Są jednak i tacy, dla których teoria, że człowiek (a zwłaszcza mężczyzna) jest stworzony do wiązania się z wieloma partnerami, jest jedyna i słuszna. Kto ma rację?!
Ostatnio, temat ten pojawił się (pod przykuwającym uwagę tytułem "Monogamia to bujda") w Wysokich Obcasach (NR7), sobotnim dodatku GW. Profesor B. Pawłowski, którego autorytetu nie śmiałabym kwestionować, przekonuje, że monogamia ludzi to mit, co poznajemy m.in. po dużych jądrach i penisie samców, większym poświęcaniu się na rzecz potomstwa matek i różnicach w dzietności u obu płci. Niektóre argumenty profesora są niepodważalne, z innymi można by dyskutować (zwłaszcza w przypadku pierwszego wskaźnika złośliwy komentarz sam ciśnie się na klawiaturę:>).
Dla mnie jednak, najbardziej przekonujące jest podejście do sprawy, wspomnianej już nie raz i nie dwa, Helen Fisher. Według autorki człowiek jest z natury skłonny do zakochiwania się i wiązania z jedną, wybraną osobą. Co ciekawe, za równie naturalne, uważa ona także rozstania i angażowanie się w kolejne związki. Taki wzorzec zachowania można określić jako monogamię seryjną, gdyż występuje tu związek z jedną osobą, ale nie dozgonny. Dodatkowo, strategia ta jest uzupełniana przez niejawne cudzołóstwo. Według Fisher, mężczyźni i kobiety są równie skłonni do zdrady, choć kierują nimi inne motywacje. Jeśli chodzi o mężczyzn, zdradzają oni, by realizować uwarunkowaną biologicznie chęć do powielania swojego materiału genetycznego. Kobiety, z kolei dzięki zdradzie, powiększają swoje zasoby i zabezpieczają przyszłość.
Ciekawe wnioski na temat zdrady, wyciąga też profesor Pawłowski, odnosi się on jednak wyłącznie do genetyki. Według niego, "kobiety na stałych partnerów szukają podobnych do siebie mężczyzn (podobieństwa wzmacniają związek), ale skok w bok robią już z tymi odmiennymi". Naukowcy nie do końca potrafią wyjaśnić zjawisko poligamii samic, sugerują jedynie, że może być ona spowodowane, dążeniem do genetycznego zróżnicowania potomstwa. Podkreślają jednak (co zauważyła też Helen Fisher), że dobrze skonstruowane metody badawcze dowodzą, iż zdrada jest równie popularna wśród obu płci tyle, że kobiety...bardziej się z nią kryją.
A zatem - strzeżcie się Panowie! Niezależnie zaś od płci, składam wszystkim spóźnione życzenia walentynkowe - abyście na swojej drodze napotykali wyłącznie ludzkie odpowiedniki diplozoonów:)
Ostatnio, temat ten pojawił się (pod przykuwającym uwagę tytułem "Monogamia to bujda") w Wysokich Obcasach (NR7), sobotnim dodatku GW. Profesor B. Pawłowski, którego autorytetu nie śmiałabym kwestionować, przekonuje, że monogamia ludzi to mit, co poznajemy m.in. po dużych jądrach i penisie samców, większym poświęcaniu się na rzecz potomstwa matek i różnicach w dzietności u obu płci. Niektóre argumenty profesora są niepodważalne, z innymi można by dyskutować (zwłaszcza w przypadku pierwszego wskaźnika złośliwy komentarz sam ciśnie się na klawiaturę:>).Dla mnie jednak, najbardziej przekonujące jest podejście do sprawy, wspomnianej już nie raz i nie dwa, Helen Fisher. Według autorki człowiek jest z natury skłonny do zakochiwania się i wiązania z jedną, wybraną osobą. Co ciekawe, za równie naturalne, uważa ona także rozstania i angażowanie się w kolejne związki. Taki wzorzec zachowania można określić jako monogamię seryjną, gdyż występuje tu związek z jedną osobą, ale nie dozgonny. Dodatkowo, strategia ta jest uzupełniana przez niejawne cudzołóstwo. Według Fisher, mężczyźni i kobiety są równie skłonni do zdrady, choć kierują nimi inne motywacje. Jeśli chodzi o mężczyzn, zdradzają oni, by realizować uwarunkowaną biologicznie chęć do powielania swojego materiału genetycznego. Kobiety, z kolei dzięki zdradzie, powiększają swoje zasoby i zabezpieczają przyszłość.
Ciekawe wnioski na temat zdrady, wyciąga też profesor Pawłowski, odnosi się on jednak wyłącznie do genetyki. Według niego, "kobiety na stałych partnerów szukają podobnych do siebie mężczyzn (podobieństwa wzmacniają związek), ale skok w bok robią już z tymi odmiennymi". Naukowcy nie do końca potrafią wyjaśnić zjawisko poligamii samic, sugerują jedynie, że może być ona spowodowane, dążeniem do genetycznego zróżnicowania potomstwa. Podkreślają jednak (co zauważyła też Helen Fisher), że dobrze skonstruowane metody badawcze dowodzą, iż zdrada jest równie popularna wśród obu płci tyle, że kobiety...bardziej się z nią kryją.
A zatem - strzeżcie się Panowie! Niezależnie zaś od płci, składam wszystkim spóźnione życzenia walentynkowe - abyście na swojej drodze napotykali wyłącznie ludzkie odpowiedniki diplozoonów:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
