
Dla mnie jednak, najbardziej przekonujące jest podejście do sprawy, wspomnianej już nie raz i nie dwa, Helen Fisher. Według autorki człowiek jest z natury skłonny do zakochiwania się i wiązania z jedną, wybraną osobą. Co ciekawe, za równie naturalne, uważa ona także rozstania i angażowanie się w kolejne związki. Taki wzorzec zachowania można określić jako monogamię seryjną, gdyż występuje tu związek z jedną osobą, ale nie dozgonny. Dodatkowo, strategia ta jest uzupełniana przez niejawne cudzołóstwo. Według Fisher, mężczyźni i kobiety są równie skłonni do zdrady, choć kierują nimi inne motywacje. Jeśli chodzi o mężczyzn, zdradzają oni, by realizować uwarunkowaną biologicznie chęć do powielania swojego materiału genetycznego. Kobiety, z kolei dzięki zdradzie, powiększają swoje zasoby i zabezpieczają przyszłość.
Ciekawe wnioski na temat zdrady, wyciąga też profesor Pawłowski, odnosi się on jednak wyłącznie do genetyki. Według niego, "kobiety na stałych partnerów szukają podobnych do siebie mężczyzn (podobieństwa wzmacniają związek), ale skok w bok robią już z tymi odmiennymi". Naukowcy nie do końca potrafią wyjaśnić zjawisko poligamii samic, sugerują jedynie, że może być ona spowodowane, dążeniem do genetycznego zróżnicowania potomstwa. Podkreślają jednak (co zauważyła też Helen Fisher), że dobrze skonstruowane metody badawcze dowodzą, iż zdrada jest równie popularna wśród obu płci tyle, że kobiety...bardziej się z nią kryją.
A zatem - strzeżcie się Panowie! Niezależnie zaś od płci, składam wszystkim spóźnione życzenia walentynkowe - abyście na swojej drodze napotykali wyłącznie ludzkie odpowiedniki diplozoonów:)